czwartek, 11 kwietnia 2013

♥ Tadeusz Nalepa - Modlitwa

    Dzisiaj, o drugiej w nocy, postanowiłam, że nie będzie to blog stricto drewniano-harcerski. Że będzie to moje miejsce w sieci, gdzie będę mogła się dzielić z Wami tym, czym chcę się dzielić. 

    Swą decyzję podjęłam w momencie słuchania Modlitwy Tadeusza Nalepy. Uznałam, że jest to na tyle wartościowy utwór - bo nie można górnolotnie i obraźliwie nazwać piosenką -, że grzechem byłoby nie podzielić się nim z Wami. 
    Pierwszy raz z Modlitwą, a raczej jej kawałkiem spotkałam się w  Rozmowie Grammatika, wpierw w połowie tekstu, drugi raz na samym końcu. Już tam Modlitwa uchwyciła moje serce, jednak nigdy nie wpadłam na to, że może ona być malutką cząsteczką czegoś większego. I żyłam w leniwej nieświadomości do momentu, kiedy Pan Drewniany ściągnął Breakouta i Nalepy na mp3, którą zawsze słuchamy w ciemni. W pewnym momencie, mocno zdziwiona, poprosiłam, by przez chwilę nic nie mówił i uważnie chłonęłam tekst utworu. 
    I ponownie o nim sobie przypomniałam i zakochałam się w nim.



Pozdrawiam
Panna Drewniana

piątek, 22 marca 2013

ೊ Domowe inspiracje - świeczki i świeczniki

    Bardzo dużo rzeczy mi się podoba. I szczerze mówiąc trudno jest je połączyć z sobą w jedną, składną całość, która z sobą współgra. Jednak jest kilka takich, które będą pasować do każdego wnętrza. I tym elementem są świeczki i świeczniki. Można je w dowolny sposób tworzyć, przerabiać, umieścić tak, by dawała delikatną poświatę bądź bezpośrednio jej światło na coś padało.
    Ostatnio sama zrobiłam świecznik i podoba się on domownikom :)

Drewniane
 





    Uwielbiam brzozę jako drzewo i muszę przyznać, że strasznie mi się podobają tego typu świeczniki. Przedostatnie sosnowe również nie do pogardzenia trzeba przyznać :) W najbliższym czasie się zabiorę za zrobienie sobie jakiegoś :)

niedziela, 17 marca 2013

# 3

    Ten miesiąc jest bardzo obfity w ogniska. Majątek stracę na kiełbaskach z Biedronki oraz moich nowych ulubionych sokach - edycja limitowana Fortuny śliwka mirabelka.
    Na chwilę obecną za mną - a w sumie nami - już jest czwarte wyjście i nie powiem, jestem dość zmęczona po dzisiejszym i wczorajszym. Jednak najlepsze i zapewne najdłużej zapamiętane jest wyjście z wędrownikami, które niestety nie zostało w jakikolwiek sposób obfotografowane. A uwierzcie mi, że było co. W pewnym momencie wleźliśmy na olsy i 200 metrów pokonaliśmy w... półtorej godziny :D Misja przepiękna była, bo albo skakaliśmy na wiewiórkę - skok i objąć drzewo :D - albo próbowaliśmy poprzekładać między wysepkami leżące już w wodzie drzewa. Oczywiście nie obyło się bez małych kąpieli panów, o dziwo ja jako jedyna dziewczyna na wyprawie pozostałam również jedyną osobą, która wyszła z przygody olsowej sucha :)
    Momentami za mocni jesteśmy.

    Następne dwa wypady można powiedzieć, że bardzo spokojne były. Nie przedzieraliśmy się przez żadne bagna, olsy, nie właziliśmy na żadne tereny, gdzie można jeszcze znaleźć niewypały, mi osobiście nawet za bardzo nie chce się już latać po bunkrach. Lenistwo zaczyna mnie dopadać, ot co!
    Na chwilę obecną szukam skanera, na którym udałoby mi się zeskanować mapę Świnoujścia i okolic, bym mogła zacząć zaznaczać za każdym razem trasę, którą zrobiliśmy szwędając się po terenie. Zarówno dla siebie na pamiątkę, jak i dla Was, by uświadomić, ile potrafimy pokonać i w których miejscach znajdują się bunkry/obiekty powojenne w których ogniskowaliśmy.

    A teraz kilka zdjęć :) Wpierw wypad z tej soboty :)


Początek. Samiuśki. Kochany Włodek podwiózł nad na starą przeprawę i od tamtego momentu przykro nam, ale trzeba było samodzielnie ruszyć dupę i udać się na bunkry.

wtorek, 12 marca 2013

ೊ Biblioteczne inspiracje - miejsce na książki i czytanie

    Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jestem uzależniona od czytania. Jeśli nie książka, to notatki na Waszych blogach, artykuły na portalach czy najzwyczajniejsza gazeta. Czasami trafią się jakieś ciekawsze dyskusje czy rzucane pomysły na np. wizażu. Czyli krótko mówiąc wszystko to, co zdoła mnie zainteresować ; )
    Nie ukrywam również, że nie lubię czytać byle gdzie. Muszą to być miejsca, które lubię albo od razu mi się podobają. Czasami czytam w pociągu, pod warunkiem, że siedzę w przedziale sama albo z osobami, które nie rozmawiają z sobą tak, jakby osoba obok siedziała dziesięć metrów dalej i zachowywał się tak, jakby nie wiedziały, że przecinek to znak interpunkcyjny, a nie brzydkie określenie żeńskiego ssaka leśnego... Nienawidzę czytać w samochodzie - może to ma coś wspólnego z "chorobą" imitującą chorobę błędnika (momentalnie niedobrze mi się robi na wszelkie udziwniacze zapachowe namiętnie wieszane przez młode pokolenia w samochodach albo sam zapach benzyny/gazu - i wtedy moja boląca głowa i żołądek coraz bliżej przełyku mówią "Panu/Pani dziękujemy za "miłą" przejażdżkę..."), niemniej nie lubię.

    Drugie moje wyznanie to fakt, że gdybym miała dostateczne fundusze, to mój pokój dawno przestałby mieścić w sobie meble na ciuchy, a raczej wszystkie cztery ściany posiadały długie i wysokie pod sufit regały - mam bardzo dużo książek przeczytanych w formie ebooka bądź mbooka i równie wiele do zakupienia w jakiejś przyszłości :) I w nich nie znajdują się książki pisane tylko współcześnie. Jest tam wiele pozycji, które już dawno przestali wydawać na nowo i dość trudno je dostać w przystępnej cenie w zadowalającym stanie. 
    Jednak uwielbiam spoglądać na zdjęcia, które przedstawiają moje małe pragnienie posiadania własnej, domowej biblioteczki :)

niedziela, 10 marca 2013

ೊ Salonowa inspiracja - stoły, ławy, blaty

    Podczas WOŚPu '13r. usiadłam na stole w kawiarence. Co roku na nim nic nie stoi, po prostu jest, żeby odgradzać pomieszczenie od osób zewnętrznych - żeby za bardzo nie panoszyły się po pomieszczeniu przeznaczonym na wydawanie jedzenia dla zziębniętych osób.
    Jednak druhna Iwona wpadając na chwilę by coś ustalić, powiedziała mi w przelocie bez żadnej pretensji jedno zdanie "Nie siadaj Panno na stole, bo na nim kładzie się chleb święty".  I poszła dalej, nie patrząc, czy zeszłam ze stołu, czy nie. Nie musiała sprawdzać - każdy, kto to słyszał jej słowa, nie usiadł do końca imprezy ani razu na jakimkolwiek.
    Bardzo proste uzasadnienie, które jednocześnie przekazało bardzo dużą siłę w wiarę i szacunku dla chleba, który jest dla większości Polaków codziennym elementem posiłków. 
    Druhna Iwona jest naprawdę bardzo charyzmatyczną osobą, która potrafi z bardzo dużą ilością cierpliwości i wyrozumiałości coś wytłumaczyć czy w czymś pomóc. Kobieta, który ma bardzo duży szacunek do siebie, prezentuje sobą kobietę o ponadprzeciętnej klasie (która jest bardzo charakterystyczna dla kobiet jej urodzenia). Jest tak niespotykanie rzadką osobowością, że aż trudno mi ją opisać, a sklekocenie dwóch powyższych zdań zajęło mi kilka chwil.
    I dzięki niej jak wcześniej lubiłam oglądać stoły w nieprzeciętnych wykonaniach, tak teraz uwielbiam je oglądać i żałuję, że mam tak mały pokój, by sobie pozwolić na zrobienie takiego. Ale może jak pojadę na studia, to kto wie, może znajdzie się miejsce? :)
 




     Jak widać, bardzo lubię stoły, które są wykonane z palet. Zwłaszcza, jak są tak postarzone, jak na trzecim zdjęciu. Bardzo wiele fajnych rzeczy można z nich wykonać - z pewnością widzieliście grona zdjęć w internecie :) - i wyglądają one nietuzinkowo i estetycznie.
    Z palet zwłaszcza podobają mi się pomysły na łóżka - jedyne, w co trzeba tak naprawdę zainwestować, to gąbka na wymiar. Chociaż i ta mam swój cichy pomysł na łóżko dla dwojga :) W dalekiej przyszłości je zrobię i zobaczycie, o co mi chodziło :)