piątek, 8 marca 2013

ೊ Łazienkowe inspiracje - wnętrza

    Laptop coraz bardziej oporniej chodzi, tak, jakby chciał, a nie mógł. Nie dziwię mu się, Acery zbytnio nie cieszą się dobrym zdaniem, a i swoje kila lat ma i kilkanaście upadków-wypadków przeżył :D
    Do tej pory swoje inspiracje zapisywałam na dysku twardym. Wszelkie zdjęcia znalezione w internecie zalegają na moim kompie i wołają do mnie "podziel się nami z innymi!". A dzisiaj nastał przełomowy moment, gdy znalazłam to:

Cudo *.*

czwartek, 7 marca 2013

ஐ Kolejny kwiatek - tym razem bluszcz za 5zł :)

    Wczoraj wyszłam z Emilią na miasto, by kupić materiał na poduszkę (jak uszyję ją do końca, to zobaczycie ją tutaj). Jednak nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie zrobiły maratonu po wszystkich sklepach, do których lubimy zaglądać. No i jak zawsze zahaczyłyśmy o kwiaciarnię.
    I nie powiem - bardzo lubię rośliny za 2zł, 3zł czy 5zł. W lato mi się udało i kupiłam matuli naprawdę piękny storczyk za 15zł :) Najczęściej są one bardzo małe, a lubię cieszyć oko rośliną, która jeszcze pół roku wcześniej była o 1/3 mniejsza.
    Jednak w tym maleństwu się zakochałam. Już wcześniej coś mi mignął gdzieś tam okiem i cały czas o nim pamiętałam, ale wczoraj, jak zobaczyłam, że nikt go nie zechciał - to zapragnęłam go przygarnąć do swojej domowej dżungli :) 

środa, 6 marca 2013

#1 Trocinowy świecznik

    Czasami udaje mi się uratować w domu rzeczy, które miały iść do wyrzucenia i daję im wówczas drugie życie :) 
    Tym razem udało mi się uratować cynamonową świeczkę, którą matula już spisała na straty. Jednak postawiła ją w widocznym miejscu niedaleko zlewu stwierdzając "tak myślałam, że zainteresujesz się nią". Oczywiście, że zainteresowała. Już od października 2012 rok trzymam w domu woreczek z trocinami mahoniowo-dębowymi - po tym, jak na przystani Pan Drewniany zrobił deskę do krojenia dla mojej matuli, jak opowiedziałam o losie klejonej świnki-deski, którą wsadziłam do piekarnika w 200°C z pizzą na niej (geniusz jest we mnie, wiem :D ).


poniedziałek, 4 marca 2013

# 2

Uwielbiam niedziele. 

    Wcale nie dlatego, że są wolne. Uwielbiam je, bo co tydzień spotykam się ze swoimi kochanymi dziećmi i w ten czas możemy wyjść na ognisko, czy posiedzieć w harcówce i najzwyczajniej w świecie pośmiać i pobawić się, jednocześnie czegoś się ucząc :)
    W tą niedzielę, postanowiliśmy, że wyjdziemy do lasu. Poprosiłam Michała, by z nami wyszedł na ognisko, a on, nie mając dzisiaj zbyt wiele do roboty - wyszedł z nami :) Dzieciaki miały podwójną radochę, bo i jego towarzystwo lubią, a on sam posiada dość sporą wiedzę na temat fortyfikacji Świnoujścia z całej rozciągłości czasowej. Ma łeb gościu, trzeba przyznać :)

    Niestety nic dla siebie nie znalazłam. Jedynie kij na laskę wędrowniczą, ale to w sumie żadne znalezisko - chciałam brzozę, która nie będzie za ciężka i nie będzie krzywa jak droga pijanego. Ciężka nie jest, ale idealnie prosta też niet. Zastanawiam się nad sosną, ona jest jak struna. A że w lesie teraz dużo ściętych młodych leży...

    Oczywiście bez aparatu na wyjściu się nie obyło :)


Kiślak i Olaf podczas nieustającego przekomarzania się. Szalei kiedyś się z nimi nabawię, ale z nimi
to nigdy nie będę się nudzić :)

sobota, 2 marca 2013

# 1

    Odkąd trafiłam na bloga Drewnianej Kobiety, moje drewniane życie zaczęło znów powoli przeć do przodu. Nie zrzucam całej winy na nią - brońcie mnie Jasności! Po prostu jej blog i małe cuda, które tam tworzy, dały mi w pewien sposób psztyka w nos i od tamtej pory mam więcej energii i ochoty na włóczęgę po lesie w poszukiwaniu drewna i robienia zdjęć. 
    Zdjęcia co prawda mi nie wychodzą jak na razie. Jednak posiadam cichą nadzieję, że w końcu ogarnę ten aparat tak, że będą wychodzić. 

    Dzisiaj moja skromna osoba zagościła na przystani. Można na niej bardzo ciekawe rzeczy znaleźć - w sensie bardzo ładne drzewa i drewna :D - a bosmani również posiadają kilka fajnych desek, do których może kiedyś się przytulę :)
    Jednak trochę pochodziłam po niej i niestety tym razem nic ciekawego do transportu na własną kieszeń nie znalazłam. Dziwnie bym wyglądała z półtora metrową brzozową gałęzią mającą średnicę 20 centymetrów... Jednak znalazłam kilka fajnych, wolno leżących pieńków, które z dużą chęcią przytulę i muszę porozmawiać z Drewnianym Panem, czy leśniczy również i tam urzęduje. 
    Zobaczy się.
    A teraz kilka zdjęć z dzisiejszego dnia :)

Nasze przystaniowe koty. Wiecznie pałętające się pod nogami, wiecznie głodne :)